wtorek, 18 marca 2025

Wodzionka dla studenta

Dzień dobry, to mój pierwszy wpis na tutejszym blogu.

Dzisiaj pochylimy się nad ciekawą wariacją na temat kuchni śląskiej.

Jako, że ze mnie taki Hanys, jak z alimenciarza ojciec to będzie uzasadniona biedą abominacja.

Zapraszam na wodzionkę z chleba tostowego i kostki rosołowej.

Kostka rosołowa do garnka. Taka zwykła, najtańsza, co smakuje jak sól i łzy wylane podczas rozwodu. Zalewasz wrzątkiem, mieszasz bez przekonania.

Ciepło. To wszystko, co możesz o tym powiedzieć.

Potem chleb tostowy.

Ten z folii, który zawsze jest za miękki i smakuje jakby nigdy nie był świeży, tylko od razu był wyprodukowany z poczuciem winy.

Kroisz albo drzesz, bez różnicy. Ląduje w tej zupie i rozpada się szybciej niż twoje plany o szczęśliwej przyszłości.

Nie ma przypraw, nie ma czosnku, nie ma masła.

Jest woda, sól i poczucie, że to już nie jest gotowanie - to konserwacja organizmu. Jesz, bo trzeba. Nie dlatego, że jesteś głodny. Po prostu źle byłoby nic nie zjeść i potem jeszcze bardziej się źle czuć.

Smakuje jak coś, co kiedyś było daniem. Teraz to bardziej procedura. Do zrobienia w ciszy. Bez światła. Bez emocji. Idealna na wieczór, w którym nie chcesz rozmawiać z nikim, nawet ze sobą.

To nie jest zupa. To metafizyczna metafora ludzkiej natury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz