poniedziałek, 9 czerwca 2025

makaron ze wszystkim i niczym

Czy istnieje lepsze uczucie niż otwarcie szafki kuchennej i uświadomienie sobie, że zostało tam tylko pół paczki makaronu, jakiś samotny przecier pomidorowy z 2022 i smutna cebula, która ma więcej warstw psychicznych niż ja? Tak. Istnieje. To moment, kiedy z tych składników robisz obiad i próbujesz wmówić sobie, że to kwintesencja smaku.

(tak, nasze danie na pewno będzie tak wyglądać)


Przepis:
- makaron dowolny, mogą być rurki, świderki, kokardki, a jak nie masz, to połam lasagne i przestań marudzić.
- przecier pomidorowy może być nawet przeterminowany, jeśli nie ucieka sam.
- cebula, jedna wystarczy, co by nie przesadzać z rozrzutem pieniędzmi
- olej, sól, pieprz, oregano, czyli inaczej przyprawy, które udają, że coś zmieniają.

Sposób przygotowania:
Wstaw wodę na makaron. Wrzuć makaron i gotuj zgodnie z instrukcją, czyli „aż będzie al dente, ale nie jak guma”. W tym czasie pokrój cebulę i spróbuj się nie rozpłakać nad swoją marną egzystencją. Na patelni rozgrzej olej (czyli wlej go i udawaj, że wiesz, co robisz) i wrzuć cebulę. Smaż aż się zeszklą albo przypalą - wybór należy do ciebie. Dorzuć przecier pomidorowy. Jeśli syczy - dobrze, jeśli jest lekko nadpobudliwy to pożegnaj się ze swoją białą ścianą. Na koniec dodaj sól, pieprz, oregano albo inne zioła, które kiedyś kupiłeś w lidlu, a teraz udają dekorację.
Odcedź makaron, wrzuć go na patelnię i wymieszaj. Udawaj, że to danie włoskie.

Ocena:
Capitano del piatto delizioso

poniedziałek, 2 czerwca 2025

Wafle ryżowe z pastą z tuńczyka i margaryny

Nie wiem co się wydarzyło w moim życiu, że siedzę o 22:47 i smaruję wafle ryżowe tuńczykiem zmieszanym z margaryną, ale podejrzewam, że to wina kapitalizmu, biedy i tego, że kiedyś śmiałem się z ludzi, którzy jedzą fit.

Karma wraca w formie sprasowanego styropianu z kwasem Omega-3.



Więc tak. Masz wafle ryżowe.

Zero smaku, zero struktury, zero sensu istnienia, ale są tanie, lekkie i niby zdrowe, więc jak jesteś na „diecie” (czyli po prostu jesteś biedny), to stają się chlebem powszednim.

Albo chlebem poprzednim, bo są serio średnie.

Teraz ten tuńczyk.

Nie ten w oleju, bo olej to luksus.

Ten w sosie własnym, czyli taki, co wygląda jakby ktoś załpał depresję do słoika.

Otwierasz, cuchnie jak kiszony śledź.

I wtedy zaczyna się operacja, jak to mówią "nieszczęścia chodzą parami". Do miski leci tuńczyk i margaryna - ta najtańsza, co jak się stopi, to robi się z niej coś pomiędzy wazeliną a rozpuszczoną świeczką. Mieszasz to widelcem, bo blender byłby zbyt profesjonalny, a poza tym i tak nie chcesz tego zjeść w gładkiej formie, nie jesteś w DPSie.

Sypiesz pieprzem, bo wierzysz jeszcze, że jest nadzieja.

Nie ma nadzei.

Wygląda jak cement z bełtem.

Smak? Wyjątkowy. W sensie, naprawdę się zastanawiasz, kto ci to zrobił i dlaczego byłeś to ty. To jest danie, które je się raz - nie dlatego, że takie dobre, tylko dlatego, że drugi raz już nie dasz rady spojrzeć sobie w oczy.

Czy polecam? No jak masz do wyboru to, albo iść spać, to idź spać.

Ale plus taki, że po jednym waflu odechciewa się jeść na kilka godzin. 

Może dni.

Więc w sumie dietetyczne. Tylko nie w tym sensie, co myślałeś.

Smacznego. A jeśli ci nie smakuje - to dobrze. To znaczy, że jeszcze coś w tobie żyje.

zupa krem to nawet nie jest ona

Zupa krem to danie, które brzmi jakby było z wyższych sfer. Kojarzy się z delikatnością, subtelnym smakiem i miseczką podaną na białym talerzu z mikroskopijnym listeczkiem pietruszki. A potem robisz ją sam, z czterech zwiędłych marchewek, jednego ziemniaka i cebuli, która już wypuściła pędy w stronę światła.


Przepis:
- Warzywa. Jakiekolwiek. Marchewka, pietruszka, ziemniak, kalafior, cukinia, cebula, brokuł, dynia, seler, burak. Jeśli się gotuje i nie jest plastikiem - nada się, ale nie przesadzaj, żeby nie wyszło zbyt drogo.
- czosnek bo wiadomo, że najlepszy, ale może być też w proszku bo nie trzeba obierać.
- olej jakikolwiek posiadasz.
- bulion, najlepiej z kostki.
- sól i pieprz bo więcej nie posiadasz.
- opcjonalnie może być jakieś mleko, lub śmietanka po terminie, która ci się zgubiła w odmętach lodówki, tak o, żeby była bardziej kremowa.

Sposób przygotowania:
Obierz i pokrój warzywa. Nie musisz się starać bo i tak zaraz będą rozdrobnione jak twoje marzenia. Podsmaż cebulę i czosnek na oleju, potem dorzuć warzywa. Mieszaj przez chwilę, jakbyś wiedział, co robisz. Zalej bulionem z kostki bo wiadomo, że tylko taki da nam pełnię smaku w tym daniu. Gotuj aż wszystko zmięknie i da się zblendować. Zblenduj na gładko - jeśli masz blender ręczny - super. Jeśli nie - wrzuć wszystko do kielichowego i trzymaj kciuki, żeby nie wybuchło. Na końcu dopraw i uzbrój się w nadzieję, że będzie to jakoś smakować. 
Jak chcesz zaszaleć dodaj łyżkę śmietanki. 

Ocena:
Idealny przepis na twojego estetycznego instagrama.