poniedziałek, 26 maja 2025

Ramen à la woda po parówkach

Gotujesz parówki. Woda bulgocze.

Mmmm... ale pięknie pachnie! Maciek, co gotujesz?

Ciepło, coś tłustego na wierzchu pływa, jakby próbowało cię ostrzec, że to nie jest droga, którą powinieneś iść, ale już za późno.

Parówki wyciągasz, wrzucasz do buły, może mrozisz na potem, nie oceniam.

Ale woda? Woda zostaje. To jest baza. To jest esencja. To jest ramen.

Tak. Z wody po parówkach robimy ramen. Bulion zagrożenia radiacyjnego klasy VI.


Nie pytaj o mięso, nie pytaj o skład, nie pytaj co stało się w Wołominie w 2007 roku . Do tego wrzucasz makaron z paczki, ten za 79 groszy, co smakuje jak karton, który miał kiedyś marzenia.

Sypiesz przyprawę czyli sól, z nadzieją, że coś zmieni.

Możesz wrzucić jajko, jak masz. Możesz wrzucić cebulę. Możesz wrzucić wszystko, co leży w lodówce i nie ucieka.

Ostatnio wrzuciłem plasterek sera i trochę papieru z szynki, bo się przykleił, ale już nie miałem siły walczyć.

Wszystko jedno.

Ważne, żeby się gotowało. I żeby para leciała, bo wtedy wygląda, jakbyś robił coś poważnego, a nie zupę z odpadów.

Siadasz, jesz, gorące jest. Smakuje jak... ciepło.

Tylko tyle. Ale wiesz co? Działa. Czujesz się jak człowiek...

...przez jakieś siedem minut. Potem znów jak student, ale przez chwilę było dobrze.

Ramen z wody po parówkach. Zupa, która nie powinna istnieć, a jednak cię ratuje. Jak mail od wykładowcy, że przełożył kolokwium (to się nie dzieje).

nawet coś egzotycznego się znajdzie

Czasem przypominasz sobie o rzeczach, które kiedyś kupiłeś bo wyświetlił ci się fajny przepis na tiktoku. Użyłeś jednej łyżki czegoś tam i zostawiłeś w niepamięć. Nagle wszystko udało się znaleźć (jest szansa, że leżało tyle, że już jest po terminie, ale że to sama chemia to mało się tym przejmujesz). Stąd też znajdź z nami wszystkich takich gagatków i przygotuj sobie pyszniutki ryż po azjatycku. 


Przepis:
- ryż, najlepiej ugotowany wcześniej. Jak nie masz, to ugotuj, ale potem już nie udawaj, że jesteś szybki w kuchni.
- jedno jajko jedno bo więcej to już luksus.
- mrożonka warzywna albo jakikolwiek worek z lodówki, który wygląda jak coś do jedzenia.
- sos sojowy - ciemny, jasny, przeterminowany. Jakikolwiek. On robi smak.
- czosnek i cebula bo to fundament każdej potrawy.
- olej do smażenia, może być nawet trzymany w butelce po coli.
Opcjonalnie: papryka, kukurydza z puszki, smutna parówka pokrojona w kostkę - wszystko, co jeszcze żyje.

Sposób przygotowania:
Rozgrzej patelnię. Tak, żeby sąsiedzi wiedzieli, że coś się będzie działo. Wlej olej i wrzuć posiekaną cebulę oraz czosnek. Podsmażaj, aż zaczną wyglądać lepiej niż twoje życie. 
Dorzuć warzywa. Mrożone? Super. Świeże? Kim ty jesteś i czemu to czytasz? Przesmaż chwilę, aż będą jakoś wyglądać. Zepchnij wszystko na bok patelni i wbij jajko. Smaż jak na jajecznicę, potem wymieszaj z warzywami. Jest szansa, że to się może naprawdę udać.
Dodaj ryż. Wrzucaj jakbyś się chciał go pozbyć na zawsze. Zalej wszystko sosem sojowym wedle uznania bo wszystko najlepiej smakuje pływające w sosie. Mieszaj i podsmażaj aż wszystko będzie ciepłe, pachnące i wyglądające jak coś, co można zjeść bez płaczu.

Ocena:
Ja to tam lubię kuchnię azjatycką i to jest naprawdę smaczne, nawet jeśli to z Azją ma mało wspólnego.

wtorek, 20 maja 2025

Makaron z majonezem i czosnkiem

Zaczyna się jak klasyka: gotujesz makaron.

Serce włoskiej kuchni, duma południa, dolce vita, bążur i te sprawy. Ale zanim zdążysz powiedzieć „al dente”, już wiesz, że coś jest nie tak, bo zamiast pancetty masz tylko słoik majonezu i ząbek czosnku, który przeleżał w kuchennej szufladzie tyle, że chyba teraz ma prawa emerytalne.

Dzisiaj pasta&mayo, bo z keczupem oklepane (wielki shoutout dla mojego brata Tortexa).

Makaron ugotowany, odcedzony, paruje, pachnie nędzą. I wtedy wjeżdża majonez – biały, tłusty, nieproszony. Nie rozpuszcza się, tylko klei jak progresywna młodzież do asfaltu.

Dodajesz czosnek.

Surowy.

Żeby było ostro.

Żeby przypomniało ci, że żyjesz.

Mieszasz to wszystko i patrzysz, jak augustowskie mohito wśród makaronów właśnie ci robi zamach na kubki smakowe.

To danie nie ma sosu. To danie jest sosem.

Czosnek odurza nozdrza jak Wisła w 2020, majonez wszystko oblepia, klei się jak stół w TVN-ie.

Smak? Tłusty. Ostry. Przykry. Ale sycący. A po wszystkim w ustach zostaje czosnek, który sprawia, że nikt nie chce z tobą rozmawiać - czyli spoko, bo możesz dokończyć obiad w ciszy i samotności.

To nie jest kuchnia włoska. To nawet nie jest kuchnia. To jest decyzja.
A raczej jej brak.

deser żalu i rozpaczy

Są takie dni, kiedy człowiekowi zachciewa się czegoś słodkiego - może to dlatego, że to po prostu kolejny dzień, w którym jesteś zmuszony funkcjonować w społeczeństwie. Problem w tym, że lodówka świeci pustkami, jedyne co masz w szafce to płatki owsiane, słoik po dżemie i jakieś kakao po terminie, które dała ci mama kiedy wyprowadzałeś się z domu rodzinnego. Dlatego dzisiaj pomysł na deser, który mało co przypomina deser.


Przepis:
- płatki owsiane albo kukurydziane, jeśli nie masz żadnych, użyj ryżu, sucharków albo resztek godności.
- cukier, nada się każdy, nawet słodzik, jeśli lubisz ryzyko.
- mleko, jogurt naturalny, kefir, albo woda z kranu – zależy, jak bardzo jest źle.
- kakao, tutaj opcjonalne, ale pozwala udawać, że to czekoladowe coś.

Sposób przygotowania:
Do miski wrzuć płatki. Nieważne jakie - w tym przepisie nie znamy litości ani reguł. Zalej mlekiem (lub jego podróbką). Jeśli używasz wody, przymknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś na wyspie totalnej porażki. Bo w sumie jesteś. Dodaj cukier. Ile? Nie wiem, tyle, żeby mówić że naprawdę nawiedziła cię biała śmierć. Dorzuć kakao albo cokolwiek, co znajdziesz i nie jest niejadalne. Wymieszaj, spróbuj i zastanów się, czy to deser, czy kara.
Jeśli chcesz poczekać z tym mistrzowskim tworem włóż go do lodówki na 10 minut. Jeśli nie - zjedz od razu. 

Ocena:
Jeśli nie masz żadnego gustu, to na pewno powinno ci zasmakować.

poniedziałek, 12 maja 2025

Sałatka z puszki: groszek + kukurydza + majonez

Witam w świecie sałatek, które nie wymagają noża, wysiłku ani godności. Groszek. Kukurydza. Majonez. Trzy składniki, zero ambicji. To nie jest przepis, to bardziej zbiorowa decyzja organów wewnętrznych, że coś trzeba zjeść, żeby nie umrzeć na pusty żołądek przed obroną.

Otwierasz puszki. Z jednej wypada groszek, z drugiej kukurydza, z obu - bieda. Wsypujesz wszystko do miski, patrzysz na te kolory i myślisz: "no niby warzywa, niby zdrowo, ale coś jest nie teges".

I wtedy wjeżdża on.

Cały na biało.

Majonez. 

Cała łycha białej tłuszczycy, która wszystko zakleja i robi z tej sałatki danie sztandarowe z komunii w Tułodziadzie w 93'.

Mieszasz.

Nie dla smaku, tylko żeby nie było widać, jak bardzo nie chciało ci się gotować.

Smakuje jak kanapka z podstawówki, którą ktoś zostawił w plecaku do czerwca.

Ale kolor jest ładny, taka bieda w odcieniu wiosny.

Czy to dobre? Nie.

Czy zjesz? Tak.

Bo coś trzeba, bo łatwe, bo taniutko.

A jak już otworzysz te puszki, to masz dwie eleganckie kiepownice, tylko nie wypij całej wody.

Smacznego, chyba.

sałatka z czipsami

 Jako studenci zazwyczaj nie jemy zdrowo bo wiadomo, że szybciej i łatwiej będzie wybranie jakiegoś fastfooda zamiast stać i męczyć się nad garami, ale żeby nie zrobić fikołka któregoś dnia trzeba chociaż stwarzać pozory zdrowej diety więc dzisiaj przepis ze sporą ilością warzyw (chyba).


Przepis: 
- dzisiaj absolutna dowolność bo możesz wziąć wszystkie resztki jakie znajdziesz w lodówce
- czipsy paprykowe lub inne swoje ulubione ale najlepiej jakieś o warzywnym smaku

Sposób przygotowania:
Potrzebujesz jedynie jednej wielkiej michy do której wszystko wrzucisz. Weź jakiegoś liścia sałaty, kawałek zleżałego pomidora i ogóra, fajna będzie też jakaś kukurydza żeby jakiejś słodkości dodać - pamiętaj, że im dłużej leżała tym lepiej bo to jak wino. Warzywka możesz pokroić na mniejsze kawałki, żeby za bardzo szczęki nie przemęczyć od nadmiaru gryzienia. Aby wszystko ładnie się trzymało dodaj sporą ilość majonezu co by za zdrowo nie było bo to też musi jakoś smakować. Czipsy możesz władować do środka to po chwili zmiękną i będą smakować jak prawdziwa papryka. Wybełtaj to ładnie i górę przyozdób pozostałymi czipsami o ile nie skończyły się podczas ogrywania rundy w csa. 

Ocena:
Jak lubisz pseudo zdrowe żarło i czipsy to na pewno to pokochasz tak jak ja. 


poniedziałek, 5 maja 2025

jajecznica dająca chęci do życia

Kiedyś jajecznica to był szybki posiłek z dwóch jajek i jednej łzy, ale czasy się zmieniają. Jesteś starszy, mądrzejszy, biedniejszy i już wiesz: jak dodać do jajka więcej niż sól, to znaczy, że żyjesz na bogato. Dziś więc robimy taką jajecznicę, dzięki której myślisz, że masz kontrolę nad swoim życiem, a do wypłaty wcale nie zostało jeszcze trzech tygodni.



Składniki:
- 3 jajka, dużo i drogo ale jeśli to praktycznie jedyny składnik to można.
- cebula, najlepiej pół bo druga połowa wróci do lodówki i może umrzeć z godnością.
- parówka, najlepiej taka, która w składzie nie ma mięsa.
- szczypiorek lub pietruszka dla koloru. Smaku nie będzie, ale przynajmniej wygląda profesjonalnie.
- olej żeby nie przywarło, a masło zbyt drogie.
- sól, pieprz, czyli klasycznie.


Sposób przygotowania:
Rozgrzej patelnię. I to konkretnie bo chcesz jajecznicę, nie smutny omlet. Wrzruć olej, a potem cebulkę. Podsmażaj aż się zeszkli, czyli do momentu, gdy zaczynasz wątpić w swoje umiejętności kulinarne. Dorzuć pokrojoną parówkę i przesmaż, aż zacznie pachnieć jak wspomnienia u babci (o ile w ogóle zacznie) Wbij jajka no i mieszaj. Powoli, cierpliwie, z tą samą nadzieją, z jaką przewracasz się rano na drugi bok. Dopraw wedle uznania. Kiedy już wygląda jak coś, co można jeść łyżką lub widelcem - zdejmij z ognia. Posyp szczypiorem, żeby nikt nie zauważył, że to wszystko i tak jest tylko spiralą cierpienia i porażek.

Ocena:
Jajecznica - z jednej strony nie da się zepsuć, ale z drugiej zawsze mogłeś użyć zepsutych jajek i znowu skończysz na długich konsultacjach z toaletą.

Jajka na twardo z musztardą w tortilce

Gitara siema!

Dzisiaj coś zaskakującego i pysznego.

Lubisz czasem zjeść jajo?

Lubisz czasem wsunąć dobrą pitę?

Lubisz czasem musztardę np. z kiełbachą?

Ja tak - ty nie musisz.

Połączyłem te trzy rzeczy i jest niesamowicie, serio.


Do rzeczy.

Weź dwa jaja (jedno to mało, trzy to za dużo [i za drogo]) i je ugotuj.

Potem weź tortillę jakąś tanią typu Pano, bo mimo, że jest pszenna to pachnie jak ser (nie powiem, że śmierdzi, ponieważ odpowiadam za publikowane przeze mnie treści), a w ogóle to jest tania.

Wracając.

Wysmaruj ją musztardą snajperską bo jest gładka i nie ma żadnych grudek (lubimy papki) i na koniec

krem dela krem czyli:

jaja.

No połóż je i sklej placka żeby jaja się nie wysuneły, a potem do jakiegoś tostera wrzuć na chwilę dla restauracyjnego sznytu.

Enjoy your meal!


Ocena?

Lubię jaja, tortillę i musztardę

jednak

czy w połączeniu jest to dobre?

Stary... jeszcze jak!

Polecam.

Burrito biedy. Zawijany dramat.