Witam w świecie sałatek, które nie wymagają noża, wysiłku ani godności. Groszek. Kukurydza. Majonez. Trzy składniki, zero ambicji. To nie jest przepis, to bardziej zbiorowa decyzja organów wewnętrznych, że coś trzeba zjeść, żeby nie umrzeć na pusty żołądek przed obroną.
Otwierasz puszki. Z jednej wypada groszek, z drugiej kukurydza, z obu - bieda. Wsypujesz wszystko do miski, patrzysz na te kolory i myślisz: "no niby warzywa, niby zdrowo, ale coś jest nie teges".
I wtedy wjeżdża on.
Cały na biało.
Majonez.
Cała łycha białej tłuszczycy, która wszystko zakleja i robi z tej sałatki danie sztandarowe z komunii w Tułodziadzie w 93'.
Mieszasz.
Nie dla smaku, tylko żeby nie było widać, jak bardzo nie chciało ci się gotować.
Smakuje jak kanapka z podstawówki, którą ktoś zostawił w plecaku do czerwca.
Ale kolor jest ładny, taka bieda w odcieniu wiosny.
Czy to dobre? Nie.
Czy zjesz? Tak.
Bo coś trzeba, bo łatwe, bo taniutko.
A jak już otworzysz te puszki, to masz dwie eleganckie kiepownice, tylko nie wypij całej wody.
Smacznego, chyba.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz