poniedziałek, 9 czerwca 2025

makaron ze wszystkim i niczym

Czy istnieje lepsze uczucie niż otwarcie szafki kuchennej i uświadomienie sobie, że zostało tam tylko pół paczki makaronu, jakiś samotny przecier pomidorowy z 2022 i smutna cebula, która ma więcej warstw psychicznych niż ja? Tak. Istnieje. To moment, kiedy z tych składników robisz obiad i próbujesz wmówić sobie, że to kwintesencja smaku.

(tak, nasze danie na pewno będzie tak wyglądać)


Przepis:
- makaron dowolny, mogą być rurki, świderki, kokardki, a jak nie masz, to połam lasagne i przestań marudzić.
- przecier pomidorowy może być nawet przeterminowany, jeśli nie ucieka sam.
- cebula, jedna wystarczy, co by nie przesadzać z rozrzutem pieniędzmi
- olej, sól, pieprz, oregano, czyli inaczej przyprawy, które udają, że coś zmieniają.

Sposób przygotowania:
Wstaw wodę na makaron. Wrzuć makaron i gotuj zgodnie z instrukcją, czyli „aż będzie al dente, ale nie jak guma”. W tym czasie pokrój cebulę i spróbuj się nie rozpłakać nad swoją marną egzystencją. Na patelni rozgrzej olej (czyli wlej go i udawaj, że wiesz, co robisz) i wrzuć cebulę. Smaż aż się zeszklą albo przypalą - wybór należy do ciebie. Dorzuć przecier pomidorowy. Jeśli syczy - dobrze, jeśli jest lekko nadpobudliwy to pożegnaj się ze swoją białą ścianą. Na koniec dodaj sól, pieprz, oregano albo inne zioła, które kiedyś kupiłeś w lidlu, a teraz udają dekorację.
Odcedź makaron, wrzuć go na patelnię i wymieszaj. Udawaj, że to danie włoskie.

Ocena:
Capitano del piatto delizioso

poniedziałek, 2 czerwca 2025

Wafle ryżowe z pastą z tuńczyka i margaryny

Nie wiem co się wydarzyło w moim życiu, że siedzę o 22:47 i smaruję wafle ryżowe tuńczykiem zmieszanym z margaryną, ale podejrzewam, że to wina kapitalizmu, biedy i tego, że kiedyś śmiałem się z ludzi, którzy jedzą fit.

Karma wraca w formie sprasowanego styropianu z kwasem Omega-3.



Więc tak. Masz wafle ryżowe.

Zero smaku, zero struktury, zero sensu istnienia, ale są tanie, lekkie i niby zdrowe, więc jak jesteś na „diecie” (czyli po prostu jesteś biedny), to stają się chlebem powszednim.

Albo chlebem poprzednim, bo są serio średnie.

Teraz ten tuńczyk.

Nie ten w oleju, bo olej to luksus.

Ten w sosie własnym, czyli taki, co wygląda jakby ktoś załpał depresję do słoika.

Otwierasz, cuchnie jak kiszony śledź.

I wtedy zaczyna się operacja, jak to mówią "nieszczęścia chodzą parami". Do miski leci tuńczyk i margaryna - ta najtańsza, co jak się stopi, to robi się z niej coś pomiędzy wazeliną a rozpuszczoną świeczką. Mieszasz to widelcem, bo blender byłby zbyt profesjonalny, a poza tym i tak nie chcesz tego zjeść w gładkiej formie, nie jesteś w DPSie.

Sypiesz pieprzem, bo wierzysz jeszcze, że jest nadzieja.

Nie ma nadzei.

Wygląda jak cement z bełtem.

Smak? Wyjątkowy. W sensie, naprawdę się zastanawiasz, kto ci to zrobił i dlaczego byłeś to ty. To jest danie, które je się raz - nie dlatego, że takie dobre, tylko dlatego, że drugi raz już nie dasz rady spojrzeć sobie w oczy.

Czy polecam? No jak masz do wyboru to, albo iść spać, to idź spać.

Ale plus taki, że po jednym waflu odechciewa się jeść na kilka godzin. 

Może dni.

Więc w sumie dietetyczne. Tylko nie w tym sensie, co myślałeś.

Smacznego. A jeśli ci nie smakuje - to dobrze. To znaczy, że jeszcze coś w tobie żyje.

zupa krem to nawet nie jest ona

Zupa krem to danie, które brzmi jakby było z wyższych sfer. Kojarzy się z delikatnością, subtelnym smakiem i miseczką podaną na białym talerzu z mikroskopijnym listeczkiem pietruszki. A potem robisz ją sam, z czterech zwiędłych marchewek, jednego ziemniaka i cebuli, która już wypuściła pędy w stronę światła.


Przepis:
- Warzywa. Jakiekolwiek. Marchewka, pietruszka, ziemniak, kalafior, cukinia, cebula, brokuł, dynia, seler, burak. Jeśli się gotuje i nie jest plastikiem - nada się, ale nie przesadzaj, żeby nie wyszło zbyt drogo.
- czosnek bo wiadomo, że najlepszy, ale może być też w proszku bo nie trzeba obierać.
- olej jakikolwiek posiadasz.
- bulion, najlepiej z kostki.
- sól i pieprz bo więcej nie posiadasz.
- opcjonalnie może być jakieś mleko, lub śmietanka po terminie, która ci się zgubiła w odmętach lodówki, tak o, żeby była bardziej kremowa.

Sposób przygotowania:
Obierz i pokrój warzywa. Nie musisz się starać bo i tak zaraz będą rozdrobnione jak twoje marzenia. Podsmaż cebulę i czosnek na oleju, potem dorzuć warzywa. Mieszaj przez chwilę, jakbyś wiedział, co robisz. Zalej bulionem z kostki bo wiadomo, że tylko taki da nam pełnię smaku w tym daniu. Gotuj aż wszystko zmięknie i da się zblendować. Zblenduj na gładko - jeśli masz blender ręczny - super. Jeśli nie - wrzuć wszystko do kielichowego i trzymaj kciuki, żeby nie wybuchło. Na końcu dopraw i uzbrój się w nadzieję, że będzie to jakoś smakować. 
Jak chcesz zaszaleć dodaj łyżkę śmietanki. 

Ocena:
Idealny przepis na twojego estetycznego instagrama.

poniedziałek, 26 maja 2025

Ramen à la woda po parówkach

Gotujesz parówki. Woda bulgocze.

Mmmm... ale pięknie pachnie! Maciek, co gotujesz?

Ciepło, coś tłustego na wierzchu pływa, jakby próbowało cię ostrzec, że to nie jest droga, którą powinieneś iść, ale już za późno.

Parówki wyciągasz, wrzucasz do buły, może mrozisz na potem, nie oceniam.

Ale woda? Woda zostaje. To jest baza. To jest esencja. To jest ramen.

Tak. Z wody po parówkach robimy ramen. Bulion zagrożenia radiacyjnego klasy VI.


Nie pytaj o mięso, nie pytaj o skład, nie pytaj co stało się w Wołominie w 2007 roku . Do tego wrzucasz makaron z paczki, ten za 79 groszy, co smakuje jak karton, który miał kiedyś marzenia.

Sypiesz przyprawę czyli sól, z nadzieją, że coś zmieni.

Możesz wrzucić jajko, jak masz. Możesz wrzucić cebulę. Możesz wrzucić wszystko, co leży w lodówce i nie ucieka.

Ostatnio wrzuciłem plasterek sera i trochę papieru z szynki, bo się przykleił, ale już nie miałem siły walczyć.

Wszystko jedno.

Ważne, żeby się gotowało. I żeby para leciała, bo wtedy wygląda, jakbyś robił coś poważnego, a nie zupę z odpadów.

Siadasz, jesz, gorące jest. Smakuje jak... ciepło.

Tylko tyle. Ale wiesz co? Działa. Czujesz się jak człowiek...

...przez jakieś siedem minut. Potem znów jak student, ale przez chwilę było dobrze.

Ramen z wody po parówkach. Zupa, która nie powinna istnieć, a jednak cię ratuje. Jak mail od wykładowcy, że przełożył kolokwium (to się nie dzieje).

nawet coś egzotycznego się znajdzie

Czasem przypominasz sobie o rzeczach, które kiedyś kupiłeś bo wyświetlił ci się fajny przepis na tiktoku. Użyłeś jednej łyżki czegoś tam i zostawiłeś w niepamięć. Nagle wszystko udało się znaleźć (jest szansa, że leżało tyle, że już jest po terminie, ale że to sama chemia to mało się tym przejmujesz). Stąd też znajdź z nami wszystkich takich gagatków i przygotuj sobie pyszniutki ryż po azjatycku. 


Przepis:
- ryż, najlepiej ugotowany wcześniej. Jak nie masz, to ugotuj, ale potem już nie udawaj, że jesteś szybki w kuchni.
- jedno jajko jedno bo więcej to już luksus.
- mrożonka warzywna albo jakikolwiek worek z lodówki, który wygląda jak coś do jedzenia.
- sos sojowy - ciemny, jasny, przeterminowany. Jakikolwiek. On robi smak.
- czosnek i cebula bo to fundament każdej potrawy.
- olej do smażenia, może być nawet trzymany w butelce po coli.
Opcjonalnie: papryka, kukurydza z puszki, smutna parówka pokrojona w kostkę - wszystko, co jeszcze żyje.

Sposób przygotowania:
Rozgrzej patelnię. Tak, żeby sąsiedzi wiedzieli, że coś się będzie działo. Wlej olej i wrzuć posiekaną cebulę oraz czosnek. Podsmażaj, aż zaczną wyglądać lepiej niż twoje życie. 
Dorzuć warzywa. Mrożone? Super. Świeże? Kim ty jesteś i czemu to czytasz? Przesmaż chwilę, aż będą jakoś wyglądać. Zepchnij wszystko na bok patelni i wbij jajko. Smaż jak na jajecznicę, potem wymieszaj z warzywami. Jest szansa, że to się może naprawdę udać.
Dodaj ryż. Wrzucaj jakbyś się chciał go pozbyć na zawsze. Zalej wszystko sosem sojowym wedle uznania bo wszystko najlepiej smakuje pływające w sosie. Mieszaj i podsmażaj aż wszystko będzie ciepłe, pachnące i wyglądające jak coś, co można zjeść bez płaczu.

Ocena:
Ja to tam lubię kuchnię azjatycką i to jest naprawdę smaczne, nawet jeśli to z Azją ma mało wspólnego.

wtorek, 20 maja 2025

Makaron z majonezem i czosnkiem

Zaczyna się jak klasyka: gotujesz makaron.

Serce włoskiej kuchni, duma południa, dolce vita, bążur i te sprawy. Ale zanim zdążysz powiedzieć „al dente”, już wiesz, że coś jest nie tak, bo zamiast pancetty masz tylko słoik majonezu i ząbek czosnku, który przeleżał w kuchennej szufladzie tyle, że chyba teraz ma prawa emerytalne.

Dzisiaj pasta&mayo, bo z keczupem oklepane (wielki shoutout dla mojego brata Tortexa).

Makaron ugotowany, odcedzony, paruje, pachnie nędzą. I wtedy wjeżdża majonez – biały, tłusty, nieproszony. Nie rozpuszcza się, tylko klei jak progresywna młodzież do asfaltu.

Dodajesz czosnek.

Surowy.

Żeby było ostro.

Żeby przypomniało ci, że żyjesz.

Mieszasz to wszystko i patrzysz, jak augustowskie mohito wśród makaronów właśnie ci robi zamach na kubki smakowe.

To danie nie ma sosu. To danie jest sosem.

Czosnek odurza nozdrza jak Wisła w 2020, majonez wszystko oblepia, klei się jak stół w TVN-ie.

Smak? Tłusty. Ostry. Przykry. Ale sycący. A po wszystkim w ustach zostaje czosnek, który sprawia, że nikt nie chce z tobą rozmawiać - czyli spoko, bo możesz dokończyć obiad w ciszy i samotności.

To nie jest kuchnia włoska. To nawet nie jest kuchnia. To jest decyzja.
A raczej jej brak.

deser żalu i rozpaczy

Są takie dni, kiedy człowiekowi zachciewa się czegoś słodkiego - może to dlatego, że to po prostu kolejny dzień, w którym jesteś zmuszony funkcjonować w społeczeństwie. Problem w tym, że lodówka świeci pustkami, jedyne co masz w szafce to płatki owsiane, słoik po dżemie i jakieś kakao po terminie, które dała ci mama kiedy wyprowadzałeś się z domu rodzinnego. Dlatego dzisiaj pomysł na deser, który mało co przypomina deser.


Przepis:
- płatki owsiane albo kukurydziane, jeśli nie masz żadnych, użyj ryżu, sucharków albo resztek godności.
- cukier, nada się każdy, nawet słodzik, jeśli lubisz ryzyko.
- mleko, jogurt naturalny, kefir, albo woda z kranu – zależy, jak bardzo jest źle.
- kakao, tutaj opcjonalne, ale pozwala udawać, że to czekoladowe coś.

Sposób przygotowania:
Do miski wrzuć płatki. Nieważne jakie - w tym przepisie nie znamy litości ani reguł. Zalej mlekiem (lub jego podróbką). Jeśli używasz wody, przymknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś na wyspie totalnej porażki. Bo w sumie jesteś. Dodaj cukier. Ile? Nie wiem, tyle, żeby mówić że naprawdę nawiedziła cię biała śmierć. Dorzuć kakao albo cokolwiek, co znajdziesz i nie jest niejadalne. Wymieszaj, spróbuj i zastanów się, czy to deser, czy kara.
Jeśli chcesz poczekać z tym mistrzowskim tworem włóż go do lodówki na 10 minut. Jeśli nie - zjedz od razu. 

Ocena:
Jeśli nie masz żadnego gustu, to na pewno powinno ci zasmakować.

poniedziałek, 12 maja 2025

Sałatka z puszki: groszek + kukurydza + majonez

Witam w świecie sałatek, które nie wymagają noża, wysiłku ani godności. Groszek. Kukurydza. Majonez. Trzy składniki, zero ambicji. To nie jest przepis, to bardziej zbiorowa decyzja organów wewnętrznych, że coś trzeba zjeść, żeby nie umrzeć na pusty żołądek przed obroną.

Otwierasz puszki. Z jednej wypada groszek, z drugiej kukurydza, z obu - bieda. Wsypujesz wszystko do miski, patrzysz na te kolory i myślisz: "no niby warzywa, niby zdrowo, ale coś jest nie teges".

I wtedy wjeżdża on.

Cały na biało.

Majonez. 

Cała łycha białej tłuszczycy, która wszystko zakleja i robi z tej sałatki danie sztandarowe z komunii w Tułodziadzie w 93'.

Mieszasz.

Nie dla smaku, tylko żeby nie było widać, jak bardzo nie chciało ci się gotować.

Smakuje jak kanapka z podstawówki, którą ktoś zostawił w plecaku do czerwca.

Ale kolor jest ładny, taka bieda w odcieniu wiosny.

Czy to dobre? Nie.

Czy zjesz? Tak.

Bo coś trzeba, bo łatwe, bo taniutko.

A jak już otworzysz te puszki, to masz dwie eleganckie kiepownice, tylko nie wypij całej wody.

Smacznego, chyba.

sałatka z czipsami

 Jako studenci zazwyczaj nie jemy zdrowo bo wiadomo, że szybciej i łatwiej będzie wybranie jakiegoś fastfooda zamiast stać i męczyć się nad garami, ale żeby nie zrobić fikołka któregoś dnia trzeba chociaż stwarzać pozory zdrowej diety więc dzisiaj przepis ze sporą ilością warzyw (chyba).


Przepis: 
- dzisiaj absolutna dowolność bo możesz wziąć wszystkie resztki jakie znajdziesz w lodówce
- czipsy paprykowe lub inne swoje ulubione ale najlepiej jakieś o warzywnym smaku

Sposób przygotowania:
Potrzebujesz jedynie jednej wielkiej michy do której wszystko wrzucisz. Weź jakiegoś liścia sałaty, kawałek zleżałego pomidora i ogóra, fajna będzie też jakaś kukurydza żeby jakiejś słodkości dodać - pamiętaj, że im dłużej leżała tym lepiej bo to jak wino. Warzywka możesz pokroić na mniejsze kawałki, żeby za bardzo szczęki nie przemęczyć od nadmiaru gryzienia. Aby wszystko ładnie się trzymało dodaj sporą ilość majonezu co by za zdrowo nie było bo to też musi jakoś smakować. Czipsy możesz władować do środka to po chwili zmiękną i będą smakować jak prawdziwa papryka. Wybełtaj to ładnie i górę przyozdób pozostałymi czipsami o ile nie skończyły się podczas ogrywania rundy w csa. 

Ocena:
Jak lubisz pseudo zdrowe żarło i czipsy to na pewno to pokochasz tak jak ja. 


poniedziałek, 5 maja 2025

jajecznica dająca chęci do życia

Kiedyś jajecznica to był szybki posiłek z dwóch jajek i jednej łzy, ale czasy się zmieniają. Jesteś starszy, mądrzejszy, biedniejszy i już wiesz: jak dodać do jajka więcej niż sól, to znaczy, że żyjesz na bogato. Dziś więc robimy taką jajecznicę, dzięki której myślisz, że masz kontrolę nad swoim życiem, a do wypłaty wcale nie zostało jeszcze trzech tygodni.



Składniki:
- 3 jajka, dużo i drogo ale jeśli to praktycznie jedyny składnik to można.
- cebula, najlepiej pół bo druga połowa wróci do lodówki i może umrzeć z godnością.
- parówka, najlepiej taka, która w składzie nie ma mięsa.
- szczypiorek lub pietruszka dla koloru. Smaku nie będzie, ale przynajmniej wygląda profesjonalnie.
- olej żeby nie przywarło, a masło zbyt drogie.
- sól, pieprz, czyli klasycznie.


Sposób przygotowania:
Rozgrzej patelnię. I to konkretnie bo chcesz jajecznicę, nie smutny omlet. Wrzruć olej, a potem cebulkę. Podsmażaj aż się zeszkli, czyli do momentu, gdy zaczynasz wątpić w swoje umiejętności kulinarne. Dorzuć pokrojoną parówkę i przesmaż, aż zacznie pachnieć jak wspomnienia u babci (o ile w ogóle zacznie) Wbij jajka no i mieszaj. Powoli, cierpliwie, z tą samą nadzieją, z jaką przewracasz się rano na drugi bok. Dopraw wedle uznania. Kiedy już wygląda jak coś, co można jeść łyżką lub widelcem - zdejmij z ognia. Posyp szczypiorem, żeby nikt nie zauważył, że to wszystko i tak jest tylko spiralą cierpienia i porażek.

Ocena:
Jajecznica - z jednej strony nie da się zepsuć, ale z drugiej zawsze mogłeś użyć zepsutych jajek i znowu skończysz na długich konsultacjach z toaletą.

Jajka na twardo z musztardą w tortilce

Gitara siema!

Dzisiaj coś zaskakującego i pysznego.

Lubisz czasem zjeść jajo?

Lubisz czasem wsunąć dobrą pitę?

Lubisz czasem musztardę np. z kiełbachą?

Ja tak - ty nie musisz.

Połączyłem te trzy rzeczy i jest niesamowicie, serio.


Do rzeczy.

Weź dwa jaja (jedno to mało, trzy to za dużo [i za drogo]) i je ugotuj.

Potem weź tortillę jakąś tanią typu Pano, bo mimo, że jest pszenna to pachnie jak ser (nie powiem, że śmierdzi, ponieważ odpowiadam za publikowane przeze mnie treści), a w ogóle to jest tania.

Wracając.

Wysmaruj ją musztardą snajperską bo jest gładka i nie ma żadnych grudek (lubimy papki) i na koniec

krem dela krem czyli:

jaja.

No połóż je i sklej placka żeby jaja się nie wysuneły, a potem do jakiegoś tostera wrzuć na chwilę dla restauracyjnego sznytu.

Enjoy your meal!


Ocena?

Lubię jaja, tortillę i musztardę

jednak

czy w połączeniu jest to dobre?

Stary... jeszcze jak!

Polecam.

Burrito biedy. Zawijany dramat.

wtorek, 29 kwietnia 2025

czysta abominacja czyli zupa pomidorowa

 Jeśli myśleliście, że są dla nas rzeczy niemożliwe to nuh nuh. Dzisiaj przepis dla zawodników o mocnych kubkach smakowych (a raczej dla tych, którzy już nic nie czują). Każdy czasem ma ochotę na cieplejszy posiłek, szczególnie kiedy za oknem mocno mrozi, dlatego specjalnie dla was przepis na pyszniutką zupkę pomidorową w 2 minuty (i nie, nie chodzi o zupkę chińską)


Przepis:
- woda
- dowolne przyprawy
- keczup

Sposób przygotowania:
Nalewamy wody do czajnika i czekamy, aż się zagotuje. W tym czasie możesz przygotować sobie przyprawy - sól, pieprz, czosnek itp. Może być dosłownie wszystko i to w tej zupie jest właśnie piękne. Ilość tak samo dowolna, nikt z wiatrówki cię nie postrzeli bo przesadziłeś/aś z czosnkiem. Woda jest już zagotowana? To świetnie, najtrudniejsze za tobą! Wlej ją do miski i zapewne zastanawiasz się co dalej. A no po coś ten keczup został wymieniony. Bierzesz tego tortexa (jak już było wspomniane w jednym z wcześniejszych przepisów koniecznie tortex lub inny chemiczny bo jak wiemy im więcej chemii tym lepiej). Do ugotowanej wody wlewasz tyle keczupu ile ci będzie odpowiadać, jednak dla lepszego smaku polecam się nie oszczędzać. Dodajesz do tego wcześniej przygotowane przyprawy i mieszasz jakby jutra miało nie być. Tym oto sposobem danie gotowe więc życzę smacznego na niedzielnym obiadku.

Ocena:
Czy jest tanio? Jest tanio. Czy jest dobrze? Jest tanio.





poniedziałek, 28 kwietnia 2025

Kaszanka z dżemem

 Sezon grillowy za pasem (nie wiem co znaczy to powiedzenie, w sensie czy już przed czy po, ale to nie ważne) więc czas na smaki stricte sezonowe.

Dziś kaszanka, ale nie taka zwykła, powiedziałbym wręcz, że niezwykła.

Kaszanka na słodko.

Z dżemem.

Z fikuśnym twistem ;)



No to tera zapinawa my pasy bo to kuchnia regionalna (lubawska, ale w internecie też widziałem, że fińska co ciekawe).

Bierzewa my kaszanki ino ajne sznyte, NIE krajewa (kaszanka we flajerze musi być) i smażywa na patelce na szmalcu.

Jak usmażywa, to bierzewa jakiego powidła dobrego oda dżemu, ino nie marmelady, bo to niedobra jest.

No i rihtig będzie na dobry plater to przełożyć.

Kaszanke krajewa i jewa z dżemem, tak, że maczawa po prostu.

Aaa, i jak nie zjewa wy ino roz, to drugo razo zjewa, bo na patelce można odgrzać potem.

Pyszota, przełamanie smaków, fenomen na skalę Miszelin.

Jednak.

Nie zmuszam. Nie zabraniam.

wtorek, 22 kwietnia 2025

bułka z pasztetem

 No i patrz, znów z tym pasztetem. Myślę, że prawdziwi koneserzy nie będą w stanie pogardzić tak wykwintnym posiłkiem. Posiłek pełen aromatów, kolorów, wartości odżywczych - tyle pozytywnych aspektów w jednym daniu, tak więc bez zbędnego przedłużania, zacznijmy!

(XD)

Przepis:
- bułka, najlepiej zwykła kajzerka bo najtańsza, ale jeśli odwiedzają nas jakieś fit świry to można użyć jakiejś pełnoziarnistej czy coś.
- pasztet, ode mnie polecenie pasztetu (s)podlaskiego drobiowego.
- nikogo nie zaskoczę, że polecam keczup, żeby to nie było takie suche.

Sposób przygotowania:
No i tutaj krótka piłka - bułkę kroimy na pół, postarajcie się tak w miarę równo. Na spód można dodać masło bo słyszałam, że niektórzy tak robią, ale jak na moje to byłoby to samo co kanapka z masłem i nutellą czyli instant skip - poza tym kogo stać na masło w tych czasach. Pomijając ten krok (pomińcie go, serio mówię), zaczynamy nakładać na bułę główną gwiazdę naszego programu czyli pasztet. Jak wszędzie, możecie wybrać jakiś swój inny ulubiony zamiennik ale z całego serca polecam podlaski, ponieważ prawdziwego mięsa to on nie widział. Nakładacie porządną warstwę i na koniec lejemy produkt zaczynający się na literę k. Jeśli macie, to zamiast keczupu możecie dać ogórki kiszone - będzie to nawet smaczniejsze, ale omówmy się, że tortexa łatwiej dostać niż dobre ogórki. Zrób takie kanapeczki sobie i swojej dziewoi lub kawalerowi i miło spędźcie wieczór z miłym serialem (spółka tanioisrednio nie odpowiada za wytworzony smród)

Ocena:
pasztetowo/10. Naprawdę dobre jadło.


poniedziałek, 21 kwietnia 2025

Parówka w cieście naleśnikowym

Są dania, które próbują udawać coś, czym nie są. To właśnie jedno z nich. Miało być fancy. Miał być „hot dog w mundurku”. Może nawet marzył o food trucku. Ale skończył jako parówka w cieście naleśnikowym, jedzony na stojąco nad zlewem, bo talerz był brudny, a życie nie czeka.

Zaczynasz jak zawsze: robisz ciasto naleśnikowe. Czyli mąka, mleko, jajko, sól. Trochę rzadsze niż trzeba, bo nigdy nie pamiętasz proporcji, a jak ci się rozleje na patelni, to trudno – sztuka to nie precyzja tylko emocje.

Potem bierzesz parówkę.

Ciepła, różowa, pełna tajemnic.

Może mięsna, może nie.

Owijasz ją naleśnikiem. Albo zanurzasz, albo obtaczasz, albo wrzucasz całość na patelnię i liczysz, że coś z tego wyjdzie.

Efekt?

Coś między kluchą z ciałem obcym a kulinarnym programem z TVP3.

Smakuje... jakby ciasto naleśnikowe rozlało się na podłogę i zostało wyciśnięte z gąbki na patelnię.

Parówka w środku ciepła, otoczona miękkim ciastem, samo gęste, aż się paski w pompie grzeją.

To jest hot dog, który chciał być croissantem.

Ale trafił do technikum mechaniczno-gastronomicznego w Tułodziadzie.

I tak sobie siedzi, gorący, lekko smutny, ale twój.
Bon appétit, mordzia.

wtorek, 15 kwietnia 2025

deser czy obiad? nie wiem, ale to ziemniaki z dżemem

 Nasze przepisy zazwyczaj są wytrawne, ale spokojnie, nie zapomnieliśmy o fanach słodyczy. W końcu nie samymi kanapkami i zupami człowiek żyje, prawda? Dzisiaj coś naprawdę nietypowego (a przynajmniej tak mi się wydaję, ale placki ziemniaczane z cukrem ludzie jedzą więc pewnie i do tego ktoś się znajdzie), przedstawiam ziemniaki z dżemem!


Przepis:
- ziemniaki
- ulubiony dżemik

Sposób przygotowania:
Teraz proszę o uwagę, ponieważ może i mamy tutaj mało składników, ale na pewno jest najwięcej do zrobienia. Musisz jakoś przeboleć obieranie ziemniaków (ewentualnie kupić obrane i ugotowane ale wtedy znacznie przepłacisz). Jak już się z tym uporasz, pokrój je na mniejsze kawałki to wtedy szybciej się ugotują. Odczekaj z 15 lub 20 minut, w tym czasie możesz poczilować bombę i pomyśleć o tym, jak dobre jedzonko zaraz zjesz (totalnie mówimy prawdę, to nie żaden scam jak widać po poprzednich postach). Wróć do kuchni po wszystkim, odlej ziemniaki z nadmiaru wody i teraz ważne - możesz od razu je przerzucić do michy lub podsmażyć je jeszcze na patelni jak na obrazku wyżej. Myślę jednak, że nie chce ci się dłużej czekać bo kto normalny robiłby obiad dłużej niż pół godziny. Także do michy, możesz je rozgnieść na papkę lub nie i nakładasz na to ulubiony dżem, osobiście polecałabym malinowy. W tym stanie masz już wszystko czego potrzebujesz więc możesz zasiąść do stołu i jeść (jest szansa, że później czeka cię długa wizyta na fotelu w łazience)

Ocena:
4/10. Raczej nie moje smaki, ale to dlatego, że nie lubię połączenia słodkiego ze słonym. 


Domowy kebab (bardzo średni)

 Każdy kto studiował ten wie, że jedzenie na mieście średnio się opłaca. Studenci często wydają największe sumy na jedzenie w akompaniamencie procentów to też nic dziwnego, że nocami szturmują lokalne kebaby, które nierzadko potrafią kosztować krocie. Osobiście nie znam tego bólu, bo jestem zamożny, natomiast od czasu do czasu lubię poczuć się jak turecki szef kuchni i zrobić coś dobrego za nieduże pieniądze. Bohaterem dzisiejszego posta jest tani i bardzo średni kebab, który potrafi nasycić najgłodniejszy brzuszek.

Co trzeba zrobić?

A więc.

Weź jakąś bułkę najtańszą, ale nie taką małą kajzerkę, tylko raczej coś większego, ewentualnie jak cię stać to możesz kupić tortillę czy jakiś inny placek. Placek/bułkę smarujesz wewnątrz keczupem i majonezem i wrzucasz tam warzywa takie jakie w sumie lubisz. Podstawą jest jakaś dobra kapucha, ogóras i pomidorek. Możesz zaszaleć i dodać jakieś jalapeno czy coś. Jak zielenina elegancko siedzi w bule czy tam tortilli, to czas na główny składnik jakim jest mięso. Jak nie jesz mięsa to nie mój problem, tylko twój, więc wymyśl coś. Ja to lubię sobie wrzucić jakiś miks z lodówki żeby było mięso mieszane tj. parówki i szynka konserwowa. Jak masz większy budżet to możesz kupić gotowe mięso typu kebab w markecie, ale to już będzie drogie, dlatego nie polecam. Umieściwszy mięso, zalej swój nowopowstały śmietniczek jakimś sosem typu miks keczupu z majonezem to wtedy będzie taki a'la 1000 wysp no i na koniec wrzuć to do piekarnika/mikrofali/śmietnika.

Gotowe!

Mi smakuje bo jest szybkie, a dla podkręcenia orientalności wsypuję trochę curry i przyprawy do gyrosa.

Smacznego! :D

wtorek, 8 kwietnia 2025

powrót do przeszłości czyli jajo chlebki

 Na pewno każdy z nas kojarzy taki przysmak jak chleb w jajku lub jajo chlebki - jak zwał tak zwał, ale nie znam osoby, która nie zajadałaby się tym jako dzieciak. Duża część z nas nadal często sporządza sobie taki rarytas więc na pewno nie jest to nic odkrywczego, jednak czym byłby blog kulinarny bez największej ikony polskiej kuchni.


Przepis:
- chleb - zwykły, tostowy, jaki chcecie i co macie pod ręką. Ogólnie jest to świetny przepis jak chcecie wykorzystać chleb o którym zapomnieliście w ciągu ostatniego tygodnia (o ile jeszcze wam nie spleśniał)
- jaja. Nie jest to może najtańszy produkt, ale na standardową porcję (2 lub 3 chlebki) starczą maksymalnie 2 dżadżca więc możecie kupić mniejsze i co za tym idzie tańsze opakowanie lub zostanie wam na coś innego.
- dowolne przyprawy
- KEEEEEEECZUUUUUP

Sposób przygotowania:
Rozbijacie jajka w misce i bełtacie je jakimś widelcem. Obiło mi się o uszy, że do jajo chlebków niektórzy dodają mleko, ale ja nigdy nie dodawałam, plus są to dodatkowe, niechciane przez nasz koszty więc u nas bez mlyka. Do rozbełtanych jajek dodajemy przyprawy - może to być tylko sól i pieprz, ale osobiście polecam jakieś (hehe) zioła🍃🍃, jak zioła prowansalskie, oregano czy bazylia. Jak chcecie poszaleć to możecie dać nawet wszystko, a kto bogatemu zabroni (komu?). Do gotowych jajek wkładacie chlebek i czekacie, aż wszystko się wchłonie. Na patelnie dodajcie trochę oleju, żeby chlebki nie przywarły. Kładziecie i smażycie do satysfakcjonującego wyglądu. Na koniec polewacie keczupem, ponieważ świat bez keczupu to świat stracony. Jeśli przeszkadza wam mój keczupowy fanatyzm to możecie krok pominąć lub dać jakieś inne sosiwo. Wesołych i smacznych jajek, ale to nie wielkanoc.

Ocena:
złotejajka/10. Świetny wybór jeśli chcecie się czymś nasycić na dłużej, a i roboty nie ma jakoś przy tym wybitnie dużo. Fajne też jest to, że przez dodawanie różnych przypraw zawsze może inaczej smakować więc nie znudzi się aż tak szybko.👍



poniedziałek, 7 kwietnia 2025

Kiełbasa chrupiąca

Mortadela. Leży w lodówce od kilku dni, niby zjadłbyś, niby nie. Wędliny z tych dolnych półek, które kosztują mniej niż chleb, zawsze są trochę podejrzane. Ale nie wyrzucisz, bo cię matka dobrze wychowała.

Pamiętasz jak wołałeś w dzieciństwie "Mamo, mamo! Zrób mi chrupiącą!"?

Czas wrócić do czasów, kiedy twoje życie nie było nieustającym pasmem porażek.

Dziś kotlety z mortadeli vel kiełbasa chrupiąca.

Więc bierzesz plaster.

Dwa.

Trzy.

Zależy jak bardzo głodny jesteś i jak dużo ci zostało oleju na smażenie. Rozbijasz jajko, wsypujesz bułkę tartą, klasyczny schemat. Robisz panierkę, jakbyś miał tu faktycznie kotleta, a nie kawałek tłustej galaretki z dodatkiem mięsa.

Wrzucasz na patelnię. Skwierczy. To dobrze, przynajmniej coś w twoim życiu się udało.

Po paru minutach masz to - chrupiącą kiełbasę. Ciepła, pachnie smażeniem, trochę przypomina fast food, który ktoś upuścił na chodnik i podniósł po 10 sekundach.

Smakuje lepiej niż wygląda, ale gorzej niż pamiętasz. Tłusta, słona, gorąca - czyli spełnia podstawowe warunki posiłku.

To nie jest danie, które zrobisz z sentymentu. To nie jest też coś, co pokażesz komuś innemu. Ale jak siedzisz sam, masz 7 zł do końca tygodnia i mortadelę w lodówce - zrobisz to. Zjesz. Popijesz wodą z kranu. I wrócisz do robienia niczego.

wtorek, 1 kwietnia 2025

zapieksa dla leniwych

Kolejna część z sagi tanich i średnich przepisów dla ubogich studentów więc dzisiaj pomysł dla ultra leniwych jednostek (takich jak ja). Dzisiaj polecimy sobie z zapiekanką, taką dobrą, że wystrzeli cię w orbitę.


Przepis:
- zapiekanka z biedronki (serio tania nawet fotkę z gazetki biedronki wklejam)
- dla dodatkowego smaczku polecam dodać keczup (na tym blogu wiadomo jaki polecamy najbardziej)

Sposób przygotowania:
Ogólnie nie ma drogi, że nie będziesz w stanie przygotować sobie takiego posiłku (no chyba że nie masz rąk, ale w tym już nie jestem w stanie ci pomóc, ponieważ nie jesteśmy blogiem medycznym). Najpierw rozgrzej piekarnik do 250 stopni i w czasie kiedy to się tam nagrzewa możesz otworzyć opakowanie i wyjąć tego solidnego wariata. Jak już to mamy za sobą, wstaw zapiekse do piekarnika na jakieś 10-15 minut. !!!UWAGA WAŻNE: każdy piekarnik ma inną moc więc monitoruj jej stan, żeby nie wyglądała jak z kopalni na śląsku!!! W tym czasie możesz zagrać rundkę w csa albo innej swojej ulubionej gierki bo tutaj praktycznie cała twoja praca się kończy. Dla ciekawych, taką zapiekankę można zrobić też w mikrofalówce, ale nie polecam bo bardzo traci na smaku czego nie chcemy. Po upływie wyznaczonego czasu, wyjmij zapiekankę na talerz i polej ją toną keczupu. Teraz gdzieś sobie klapnij i delektuj się.

Ocena:
zapieksasuper/10. Nic dodać nić ująć, mogę ją jeść nawet kilka dni pod rząd. Mam nadzieję, że biedronka nigdy ich nie wycofa bo wtedy stracę część siebie. 

Makaron z keczupem

Siema, dzisiaj popis kulinarny ze strony zamożnego, ale leniwego studenta. Oprócz tostów czy zupek chińskich czasem mamy ochotę poczuć się jak cywilizowany człowiek smakując kuchni Włoskiej. Sprawa jest prosta, dzisiaj o makaronie z keczupem. 


Dzięki temu daniu możesz zamknąć oczy i poczuć zapach i klimat Rzymu (smród i ubóstwo).

Co zrobić, aby poczuć smak taniego ol-inkluziw w domowym zaciszu?

To proste!

Kup makaron jaki tylko chcesz (najlepiej najtańszy, a jak będzie typu instant to jeszcze lepiej) i go ugotuj według instrukcji na opakowaniu. W sumie to lepiej, żeby był bardziej rozgotowany niż niedogotowany, to wtedy będzie smakował jak takie kluski, do tego makaron wsiąknie więcej wody więc bardziej się najesz. Kiedy twoja włoska pasta ma oczekiwaną przez ciebie miękkość, weź keczup. 

Teraz posłuchaj mnie uważnie bo to ważne. 

Do takiego dania keczup pod żadnym pozorem NIE MOŻE być jakkolwiek premium. W tym przypadku obowiązuje zasada - im mniej pomidorów w składzie tym lepiej. Woda z octem i aromatem pomidora z zagęstnikami to twój najlepszy wybór.

Jak polejesz już ten makaron, to weź jakiegoś widelca i zabełtaj tym 3 razy w prawo i 4 razy w lewo.

Podaj psu lub wyrzuć do kosza.

Smacznego!


A teraz czas na ocenę. Pachnie jak ból brzucha i tak też smakuje. Elegancki odór octu otulał rozgotowany makaon. Tak szybko jak zjadłem to dzieło, tak też szybko opuściło ono mój organizm.

Jest w pytę.



środa, 26 marca 2025

Ryż z saszetką od zupki ekspres

Dzisiaj ciekawa wariacja na temat poprzedniego dania.

Masz ryż. Taki najtańszy, w torebce, co się gotuje 12 minut, ale jak zostawisz na 13, to już klei się do duszy.

Gotujesz.

Nie dlatego, że masz plan.

Po prostu nie chcesz znów jeść samego chleba z niczym, bo nawet margaryna się obraziła i zniknęła.

W międzyczasie grzebiesz w szufladzie pełnej śmieci i nędzy, a tam - jak prezent od losu z depresją - leży przyprawa do zupki chińskiej.

Sam proszek.

Bez makaronu. Bo makaron zjadłeś tydzień temu, surowy, bo byłeś głodny i zły. Zostaje ci smak "kurczaka pikantnego", czyli sól, glutaminian i nuta chemii, która przypomina jedzenie tylko z grubsza.

Gotowy ryż wrzucasz do miski. Sypiesz proszek. Mieszasz. Nic więcej. Żadnych warzyw, sosów, białka - tylko pył i węglowodany. Powstaje coś między indyjskim street foodem a ścianą płaczu. Smakuje jakby ktoś próbował zrobić tika masalę w akademickim kiblu.

Ale wiesz co?

To działa, to smakuje.

Gorące.

Słone.

Uderza gorzej od niedzielnego kaca.

Zjesz całość, zapijesz Kustoszem, i przez chwilę nie będzie źle.

To nie jest comfort food.

To jest survival food na miarę armii Korei Północnej.

Smacznego, jeśli to w ogóle słowo, które tu pasuje.

wtorek, 25 marca 2025

zupa ekspres

Jeśli znowu tu jesteś, to znaczy, że potrzebujesz szybkiego i taniego jedzenia. Dzisiejszy pomysł nie będzie niczym odkrywczym, ponieważ tematem przewodnim będzie zupka chińska.

Przepis: 
- zupka chińska - ogólnie wybór szeroki, ale u nas klasyczek czyli vifon złoty kurczak,
- woda,
- czajnik bo w czymś trzeba wodę zagotować,

Sposób przygotowania:
Otwieracie opakowanie, wyjmujecie makaron i przekładacie do miski (przy okazji trochę podjadacie bo wiadomo, że surowy makaron z zupek chińskich top). Wlewacie wodę do czajnika i czekacie aż się ugotuje, w między czasie do makaronu w misce możecie dodać wszystkie saszety (te z przyprawą i olejem). Kiedy woda będzie gotowa, zalewacie całość, bierzecie łychę i smacznego. 

Rezlutaty:
Nie w tym tygodniu, ponieważ było takie dobre, że już zjadłam, ale wszyscy chyba wiemy jak wygląda gotowa zupka chińska.

Ocena:
12/10. Kocham chemole. Pozdrawiam. 


wtorek, 18 marca 2025

Wodzionka dla studenta

Dzień dobry, to mój pierwszy wpis na tutejszym blogu.

Dzisiaj pochylimy się nad ciekawą wariacją na temat kuchni śląskiej.

Jako, że ze mnie taki Hanys, jak z alimenciarza ojciec to będzie uzasadniona biedą abominacja.

Zapraszam na wodzionkę z chleba tostowego i kostki rosołowej.

Kostka rosołowa do garnka. Taka zwykła, najtańsza, co smakuje jak sól i łzy wylane podczas rozwodu. Zalewasz wrzątkiem, mieszasz bez przekonania.

Ciepło. To wszystko, co możesz o tym powiedzieć.

Potem chleb tostowy.

Ten z folii, który zawsze jest za miękki i smakuje jakby nigdy nie był świeży, tylko od razu był wyprodukowany z poczuciem winy.

Kroisz albo drzesz, bez różnicy. Ląduje w tej zupie i rozpada się szybciej niż twoje plany o szczęśliwej przyszłości.

Nie ma przypraw, nie ma czosnku, nie ma masła.

Jest woda, sól i poczucie, że to już nie jest gotowanie - to konserwacja organizmu. Jesz, bo trzeba. Nie dlatego, że jesteś głodny. Po prostu źle byłoby nic nie zjeść i potem jeszcze bardziej się źle czuć.

Smakuje jak coś, co kiedyś było daniem. Teraz to bardziej procedura. Do zrobienia w ciszy. Bez światła. Bez emocji. Idealna na wieczór, w którym nie chcesz rozmawiać z nikim, nawet ze sobą.

To nie jest zupa. To metafizyczna metafora ludzkiej natury.

poniedziałek, 17 marca 2025

smaczne tosty dla każdego

Siemanko, witam w mojej kuchni, a dzisiaj zrobimy sobie tosty! Z racji tego, że studenci często potrzebują tanich alternatyw jedzeniowych, no bo kogo stać na codziennie przejażdżki do mcdonalds albo innego kfc. Właśnie dlatego przybywamy z pomocą i dzisiaj przekażę sposób na bardzo szybkie i tanie danie, czyli tosty z dodatkiem ogórków kiszonych (spokojnie będą obok).


Przepis:
- chleb tostowy,
- ser,
- szynka, chyba że nie jecie mięsa to nie,
- ketchup (osobiście polecam te najbardziej chemiczne typu tortex, ale co kto lubi),
- ogórki kiszone z pozdrowieniami dla każdej babci,
- OPCJONALNIE masło do posmarowania chleba, ale jak wiemy masło drogie.

Sposób przygotowania:
Wyjmujemy chleb tostowy na talerz i smarujemy masłem (jeśli oczywiście je macie), jeśli nie, pomińcie ten krok. Otwieramy nasze składniki, czyli szynkę i ser, kładziemy na chleb tak, aby za dużo nie wystawało bo potem wycieknie. Jak już wszystko ładnie porozkładamy, przykrywany drugą warstwą chleba. Teraz przekładamy wszystkie tosty (liczba 2) do rozgrzanego tostera, zamykamy i czekamy aż się zrobią. W między czasie otwieramy słoik z ogórkami (wybierajcie te chude bo takie są najbardziej chrupiące, ja jednak takich nie miałam bo zostały mi same grube), kładziemy je na talerz i dalej czekamy na tosty. Kiedy się zrobią to wyciągnij je jakimś widelcem i odłóż obok ogórków. Na koniec polej je ketchupem i ciesz się dniem.

Rezultaty:

Ocena: 
W skali tostów są to bardzo smaczne tosty. Wszystko się ładnie przypiekło, ser się ciągnął, ogórek też był smaczny, ale tak jak wspomniałam był trochę gruby więc wody z niego też pociekło. I tak najlepiej smakował ketchup.

A więc to by było na tyle, czekajcie na następne fajne przepisy:)